26
mar

I. Patrzę na świat z nawyku.

Szaro. Strasznie szaro. Ostatnimi czasy słońce świeci szaro, śnieg też zdaje się być podejrzanie szary. Wypuszczany z moich płuc papierosowy dym też jest szary- chociaż to akurat żadna nowość. Cały świat zdaje się więc być widziany zza chmury dymu wydzielanego podczas częściowego spalania tytoniu. Ot, istny postmodernizm.*

A przecież było inaczej. Gdy spoglądam na stare zdjęcie, ilość kolorów poraża mnie, feeria barw razi moje oczy. Mam nawet zaraz przy biurku tablicę korkową ze swoimi zdjęciami (jak na zadufanego buca przystało) z dzieciństwa. Kolory, uśmiechy, radość, śmiech… Emocje. Szał emocji. Na jednym wyskakuje z pełnym uśmiechem w kierunku aparatu, można policzyć ilu zębów w wieku siedmiu lat nie miałem. W okół mnie tyle miejsc, tyle twarzy, tyle historii i żywotów ludzkich. Z tym, że większość z nich już mnie nie obchodzi. Stąd to szarzenie?

Czy to moje rosnące zobojętnienie na świat skutkuje? Wszystko wokół odwdzięcza mi się tym samym? Jakbym powoli odrywał się od codzienności, zaczynał patrzeć na nią z innej perspektywy. Zaczyna mnie to nużyć, męczyć. Wstawać na budzik, iść do łazienki, umyć się, ogolić, opłukać twarz, iść do kuchni. Zrobić sobie kawy, zapytać ojca, czy nie chce kawy, zrobić mu kawę. Zapalić, wypić kawę, zorientować się, że zaraz odjeżdża ostatni autobus. Szybko się ubrać, przypalić coś papierosem (bo szkoda gasić setkę tak prędko, prawda?), wyjść na klatkę, zamknąć drzwi i ruszać w świat. Dzień w dzień. Od miesięcy.

I dlatego czasem w moich koszmarach widzę siebie jako księgowego, notariusza czy innego pracownika biurowego. Dzień w dzień siedzieć przed monitorem, noc w noc myśleć o tym, co będzie jutro w pracy- ciągle mając świadomość, że to samo, że znów cyferki, dodawanie, odejmowanie, sprawdzanie, przerwa na kawę, powrót do pracy. Po szesnastej powrót do domu. Ucieczka. I to bezcelowa ucieczka, bo znów trzeba wrócić do pracy, do tego dodawania, odejmowania i sprawdzania. Koszmar.

Do czego doprowadzi mnie więc ogarniająca szarość? Dokąd sam się prowadzę, wkraczając w nią? Ma przynosić ulgę, ma mi dawać ten cudowny dystans- i daje go, pozwala odsunąć mi się od wielu problemów świata codziennego, od wielu spraw ludzkich, od niewiele mnie interesujących osób. Ale jakim kosztem?

Monotonia ceną spokoju.

_______

* Naczelna zasada pseudointelektualisty mówi: “Jeżeli nie wiesz jak coś nazwać, a nie chcesz wyjść na idiotę i ignoranta, nazwij to postmodernizmem”.




lipiec 2008
P W Ś C P S N
« mar    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

miesięcy